czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 1

"Gdzie podziała się miłość, która kiedyś wszystkim towarzyszyła?
Gdzie ta solidarność, która dodawała nam skrzydeł, nawet w najtrudniejszy chwilach?
Wszystko przeszło razem z nadejściem pieniędzy, które kompletnie zasłoniły nam oczy, nie widzimy piękna ziemii. Myślimy, że możemy wszystko... I tak często się rozczarowujemy.. życiem, ludźmi, światem...
Dlaczego ludzie popełniają samobójstwa?
Z bezsilności...
Dlaczego ludzie gardzą światem?
Bo twierdzą, że nigdy nie dostali miłości. Miłości dzięki której tak zmienia się świat. Świat, którego do tej pory nienawidziliśmy staje się piękny, kolorowy i wszystko ma sens.
Czasami kiedy odwiedzam moją siostrę w szpitalu dostrzegam rzeczy, które normalnie mi umykają. Ostatnio, gdy siedziałam z nią w salce zabaw podszedł do nas, może 5-letni, chłopiec i z takim szerokim uśmiechem powiedział: "Popatrz, świeci słońce, niebo jest niebieskie, życie jest piękne".
To dziwne uczucie, kiedy wiesz, że mówi to 5-letni chłopiec, który prawdopodobnie nie dożyje gwiazdki , a widzi takie rzeczy, które nam umykają.
Nigdy nie usiadłam na świeżo skoszonej trawie, która tak onieśmiela zapachem.
Nigdy nie popatrzyłam w niebo z zadumą myśląc nad tym, że życie jest piękne. Może dlatego, że właśnie ten świat, który podobno jest taki piękny nauczył mnie pokory?
Wiem jedno... może pora wreszcie zacząć widzieć innych, a nie tylko czubek własnego nosa?


Ellie-Mae"


Kiedy Lena przeczytała po raz kolejny swój wpis zdecydowała się go opublikować na swoim blogu. Odłożyła swojego laptopa na bok i poszła do kuchni, aby wypić kolejny kubek kawy. Wstawiła wodę i spojrzała na zegarek. Dochodziła 12. Zajęć na szczęście nie miała, ale zaraz miała odwiedzić Margaret w szpitalu. 
Lena i jej siostra wychowywały się bez rodziców. Zaginęli oni podczas wyprawy wysokogórskiej. Był to wielki szok dla całej rodziny. Od tamtej pory Lena pełniła funkcję matki jak i ojca dla swojej siostry. Teraz szczególnie musiała być przy niej. Niedawno dowiedziała się, że Margaret choruje na białaczkę. Dziewczyna czuła, że cały ciężar i wszelkie nieszczęście spada na nią na raz. Najpierw rodzice, a teraz siostra. Czym sobie na to zasłużyła? Przed siostrą musiała udawać, że wszystko jest dobrze, że dają sobie radę.
Gdy woda się zagotowała, bez wahania zalała kubek z kawą. Posłodziła trochę i dolała mleka. Upiła kilka łyków i usłyszała dźwięk swojego telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. Melanie.
- Słucham cię? - powiedziała Lena do telefonu.
- Cześć Lenka! Mam sprawę. Wieczorem organizujemy małą imprezę, może wpadniesz?
- Jeszcze nie wiem, czy się wyrobię, ale postaram się.
- Liczyliśmy, że przyjdziesz. Dawno nigdzie nie wychodziłaś, jedynie przelotne spotkania z nami. Zaczynamy się martwić.
- Mel, nie macie się o co martwić. Po prostu mam dużo na głowie. Moje studia, nauka, do tego praca, żeby się jakoś utrzymać no i jeszcze choroba młodej. Dobrze wiecie, że ona mnie teraz bardzo potrzebuje. - powiedziała spokojnie i ponownie napiła się kawy.
- Rozumiemy naprawdę, ale powinnaś też coś zrobić, aby się odstresować. Dlatego chcemy się dziś widzieć.
- Postaram się obiecuję.
- A jak Margaret? - zapytała Melanie.
- Wczoraj czuła się w miarę dobrze. Jak dzisiaj, to jeszcze nie wiem. 
- Pozdrów ją ode mnie, a teraz już muszę kończyć. Praca.. - westchnęła głęboko.
- Pozdrowię! Trzymaj się.
Rozłączyła się i schowała telefon do swojej torebki. Po chwili ubrała buty i nałożyła kurtkę. Wzięła torebkę i wyszła z domu zamykając drzwi na klucz. Wsiadła do autobusu i po 20 minutach znalazła się w szpitalu, gdzie leżała jej siostra. Stanęła i rozejrzała się po korytarzu. Jak zwykle tłum i ten charakterystyczny szpitalny zapach. Nikt na nikogo nie zwraca uwagi. Wręcz idealny przykład potwierdzający to co napisała dzisiaj na blogu. Spojrzała na izbę przyjęć. Wielka kolejka, przechodzący lekarze i nikt nie zainteresował się chociaż jednym pacjentem. Interesować się zaczną, kiedy osoba z poczekalni przekroczy próg gabinetu lekarskiego. A dlaczego? Bo za to im płacą. Za pomoc osobom, które przekroczą próg gabinetu lekarskiego. W innym przypadku każdy jest zdany tylko i wyłącznie na siebie lub na uczciwego człowieka. W koncu Lena rozwiała swoje myśli. Musiała iść do siostry, która już na pewno czekała z niecierpliwością. Kiedy weszła do sali od razu zobaczyła uśmiechniętą Margaret.
- Lena! - krzyknęła dziewczynka i podbiegła do niej.
Kobieta się zaśmiała i przytuliła ją, a następnie wzięła ją na ręce. Kiedy Margaret się uśmiechała automatycznie Lena była szczęśliwa. Nie widziała tego cierpienia jak u niektórych dzieci tutaj.
- Jak się dzisiaj czujesz? - zapytała Lena.
- Dobrze, ale rano czułam się trochę gorzej - odpowiedziała i wtuliła się mocno w siostrę. 
Lena odgarnęła włoski z czoła małej i postawiła ją na ziemi.
- To co? Idziemy się bawić, czy wolisz zostać dzisiaj tutaj? 
- Zostańmy. Poczytaj mi coś.
- Dobrze, to wracaj do łóżka i już ci poczytam.
Uśmiechnęła się szeroko i zdjęła swoją kurtkę uprzednio stawiając dziecko na ziemi. Dziewczynka położyła się do łózka i patrzyła na swoją starszą siostrę. Lena usiadła przy niej i wzięła książki. Zaczęła ją czytać i co jakiś czas spoglądała na siostrę. Uśmiechała się do niej i nie przerywała swojej czynności. Jakiś czas później Margaret zasnęła. Gdy dziewczyna to zauważyła odłożyła cicho książkę i pogłaskała ją po główce. Potrzebowała odpoczynku. To było teraz dla niej najważniejsze. Mogła się regenerować, aby następnego dnia nadal umiała walczyć z chorobą. Lena siedziała chwilę przy niej, po czym wyszła na korytarz. Spacerowała po nim i obserwowała inne dzieci. Niektóre wyglądały już naprawdę marnie. Na ich twarzy malował się ból i cierpienie. Nikt chyba nie chciałby tego zobaczyć. W pewnej chwili zatrzymała się przy jednym pokoiku. Mieszkał w nim mały chłopiec, który jeszcze kilka dni temu powiedział jej tak piękna słowa, które chyba zapamięta do końca życia. Dzięki temu dziecku zaczęła inaczej patrzeć na rzeczywistość. Zaczęła doceniać to co ma. Przy jego łóżeczku ewidentnie siedzieli rodzice. Chłopiec zapadł w śpiączkę. Nie było już dla niego ratunku. Widać to było po spojrzeniu rodziców. Matka kompletnie załamana na skraju rozpaczy. Łzy spływały już po zaczerwienionych policzkach. Ojciec czule obejmował żonę starając się jakoś ją pocieszyć. Gdy jednak się przyjrzało w jego oczach był ból. Wielki ból, który rozrywał go od środka. Lena już nie mogła na to patrzeć. Nawet po jej policzkach spłynęło kilka łez. Nie znała go tak naprawdę, ale zaczęła odczuwać pustkę. Wróciła się kawałek i usiadła na krześle w korytarzu. Odgarnęła swoje włosy do tyłu i wytarła łzy. Na szczęście lekarstwa póki co pomagały jej siostrze. Każdego wieczoru jak i ranka modliła się, aby to się nie zmieniło. Zdawała sobie sprawę, że stan Margaret w każdej chwili może się pogorszyć, że szybko muszą znaleźć dawcę dla małej.
Siedziała tak jakiś czas po czym zaglądnęła do dziecka. Spała dalej. Tak słodko jak kiedyś. Na jej ustach malował się delikatny uśmiech szczęścia. Lena odruchowo się uśmiechnęła. Ubrała swoją kurtkę i podeszła do łóżka. Pocałowała czoło dziewczynki i wzięła swoją torebkę.
- Trzymaj się, mała. Odpoczywaj - wyszeptała i wyszła z pokoju.
Jak najszybciej wyszła ze szpitala i pojechała do swojego domu. Rozebrała się i usiadła na swoim łóżku w pokoju. Zaglądnęła na swojego bloga i przeglądnęła komentarze. Nic nadzwyczajnego. Jak zwykle każdemu się podobało. Westchnęła cicho i odłożyła laptopa. Zerknęła na zegarek. Dochodziła 18. Niedługo miała być ta "impreza". Po długim namyśle zdecydowała się, że pójdzie. Rzeczywiście ostatnio była ciągle zestresowana. Musiała trochę odpocząć. Chociaż fizycznie, bo psychicznie odpocząć mogłaby gdyby jej siostra wyzdrowiała. Na to jednak potrzeba czasu. Wstała i wyjęła sukienkę z szafy. Położyła ją na łóżku i dobrała do tego odpowiednie buty. Następnie dodała jakąś biżuterię i poszła do łazienki. Wzięła prysznic, a później się pomalowała. Założyła czystą bieliznę i zrobiła delikatny makijaż. Wróciła do sypialni i ubrała przygotowane ubranie. Czerwona sukienka wspaniale podkreślała jej talię. Do bioder była opięta, a od nich delikatnie i zwiewnie opadała na jej długie nogi. Spojrzała na siebie w lustrze i delikatnie się uśmiechnęła. Po raz pierwszy od dawna czuła się piękna. Wzięła swoją torebkę wcześniej ubierając płaszcz. Wyszła z domu i zadzwoniła do Melanie.
- No cześć! I jak? Będziesz? My już czekamy na ciebie - zapytała przyjaciółka Leny.
- Tak, będę. Właśnie wyszłam z domu. U kogo tym razem?
- U Leona.
- Zaraz będę.
Powiedziała i rozłączyła się. Do chłopaka miała parę minut na nogach. Znali się od dzieciństwa. Ich rodzice doskonale się znali. Kiedy jej rodzice zaginęli dostała ogromne wsparcie od jego rodziny. Wtedy bardzo tego potrzebowała.
Leon jest wysokim mężczyzną o śniadej karnacji. Ma okrągłą twarz i duże ciemne oczy. Jego głowę przyozdabiają krótkie, brązowe włosy i delikatny zarost, który wręcz dodaje mu urody. Wyrósł naprawdę na przystojnego mężczyznę, za którym uganiają się kobiety. Jak wcześniej napisałam jest wysoki, bo ma aż 196 cm wzrostu. Kilka razy w tygodniu chodzi na siłownię przez co jego ciało wygląda naprawdę dobrze. Często bywa tak, że przystojni mężczyźni są zadufani w sobie. Uważają, że są pępkiem świata i mogą wszystko. Całe szczęście z nim tak nie jest. Leon to naprawdę wspaniały chłopak. Przede wszystkim z manierami. Można porozmawiać z nim o wszystkim, ale także możesz pożartować. Nie da sobie także dmuchać w kaszę. Jest stanowczy i zdecydowany. Od zawsze wie czego chce.
Kilka minut później Lena weszła do mieszkania chłopaka i przywitała się ze wszystkimi. Często robili takie spotkania ich paczki. Za każdym razem u kogoś innego. Zdjęła swój płaszcz i odłożyła torebkę na bok. Wyjęła jedynie telefon na wypadek, gdyby miała dzwonić lekarka Margaret. Usiadła z nimi na kanapie. W tle grała delikatna i rozluźniająca muzyka. Tego właśnie teraz potrzebowała. Bliskich, rozmów i spokojnej muzyki. Uśmiechnęła się delikatnie i oddała się rozmowom z przyjaciółmi.

1 komentarz: